Na szczęście nawet najbardziej rozwinięte technokratyczne społeczeństwo upada, jeśli brakuje w nim wymiaru duchowo-moralnego!

Najbardziej rozwinięte technokratyczne społeczeństwo upada, jeśli brakuje mu wymiaru duchowo-moralnego. Musimy uważać na fałszywych bożków i bożków zastępczych.

Historia i dziedzictwo Mistrza Jana ma wiele do powiedzenia „na dzień dzisiejszy” w każdej epoce. Często zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nawet 609 lat po procesie kostancjaśkim jego osobowość i los nie tracą nic ze swojej aktualności?

Odpowiedź jest dość podobna do tego, dlaczego dramaty Szekspira nie straciły nic ze swojej aktualności od pół tysiąca lat. Bo chodzi o ludzi, ich pasje i cechy charakteru. O walce jednostki z korporacjami, o patologicznej żądzy władzy i kontroli nad innymi, o intrygach, o miłości aż po grób, o walce o władzę, o karierze i bogactwie po trupach, o honorze i sumieniu, o naginaniu prawdy, o zazdrości, o ciemnych i jasnych zakamarkach ludzkiej duszy – w skrócie o społeczeństwie jako takim.

Historia mistrza Jana nie zaginie w tym towarzystwie. Nie ginie już dlatego, że to właśnie Mistrz Jan, jako jeden z nielicznych średniowiecznych intelektualistów, skonfrontował najpotężniejszą ówczesną korporację rządzącą z tzw. rzeczywistością społeczną.

Idee Husa dotyczące ludzkiej równości, sprawiedliwości społecznej i emancypacji warstw nieuprzywilejowanych już w średniowiecznym społeczeństwie stały się cierniem w oku feudalnych panów, którzy szybko dokonali wzorowego, sfingowanego, kościelno-politycznego procesu. Wydaje się, że była to „zwykła rutynowa praktyka”.

Historia Mistrza Jana pozostaje dla nas historią wysokiego autorytetu moralnego. Historia jednostki przeciwstawiającej się totalitarnej presji ówczesnej „korporacji władzy”. Los nieustępliwego człowieka, który od sądu papieskiego odwołuje się do najwyższego sądu Chrystusa. Męczeństwo człowieka, który umiera pojednany ze swoim wewnętrznym Bogiem i z własnym sumieniem, które jest ponad współczesnymi, wypaczonymi prawami.

Niezłomny charakter siły moralnej z wyższą wyższością duchowo-moralną daje w różnych epokach siłę duchową wszystkim niesłusznie oskarżonym, niesłusznie ściganym, uwięzionym, torturowanym, niesłusznie osądzonym i niesłusznie skazanym.

Dziedzictwo Jana Husa przywraca wiarę i nadzieję ludziom prześladowanym przez marionetkowych namiestników. Ci systemowi lokaje, którzy pod płaszczykiem fałszywego bałwochwalstwa i bożków zastępczych (którymi często tylko maskują materialne łupy) popełniają zło na bezbronnych ofiarach.

Zauważmy, że wszystkie systemy, nawet najbardziej zaawansowane technologicznie, ideologicznie, władzy i technokratyczne w końcu upadają i rozpadają się jak domki z kart. I to w jednym przypadku – jeśli im i ich przedstawicielom brakuje właśnie tego wymiaru duchowo-moralnego.
Historia magistra vitae est.

Mówi się, że historia jest nauczycielką życia. Dyskurs postmodernistyczny przejawia się głównie w relatywizacji wartości i tzw. narracji. Narracje towarzyszą nam w codziennych wiadomościach medialnych, ale także w systemach edukacyjnych, gdzie prezentowane są nam często dość dziwaczne „mainstreamowe ikony mediów piszące historię” itp.

Kolorowe rewolucje zainscenizowane przez tajne służby i prowadzone w interesie międzynarodowych korporacji przedstawiane są nam jako rzekome „walki o wolność”. Są maskowane fałszywymi bożkami i tworzeniem pseudo kultów.

W ten sposób świadomość historyczna społeczeństwa jest kształtowana i dostosowywana niezgodnie z husyckim hasłem „Prawda zwycięża”.

Ale, jak to się mówi, historię można próbować napisać na nowo, ale nigdy się jej nie zmieni.

W naszych czasach, w kontekście epoki husyckiej, dostrzegam pewnego rodzaju „uniwersytecko-mainstreamowe dążenie” do zredukowania tego historycznego fenomenu jedynie do wymiaru teologicznego, a ściślej do wąskiej, teologiczno-procesowej kwestii sakramentu.

Dziś stało się najwyraźniej celową taktyką zupełnie pomijanie i „wymazywanie z czeskiej i nie tylko, świadomości historycznej” husyckiego wymiaru narodowo-emancypacyjnego! Zadajmy sobie podstawowe pytanie: „Cui bono?”

W ramach nazistowskich planów tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii czeskiej, niemiecki przywódca Adolf Hitler stanowczo powiedział o Czechach: „Dopóki tu będą, będą tworzyć husycko-bolszewicki blok agitacyjny!”

Dlaczego wspominam o tym właśnie teraz i właśnie tutaj? Bo najważniejsze jest umieszczenie rzeczy w kontekście. Bo niektóre rzeczy z historii się powtarzają. Depopulacja ludności słowiańskiej.

Z pewnością u Hitlerowi nie chodziło tylko o „okresowy zwrot retoryczny”, jak twierdzą dziś „eksperci” z Instytutu Studiów nad Reżimami Totalitarnymi. Chodziło przede wszystkim o atak na naszą ideę i naturę narodową.

Jeden kierunek obecnego ataku na narody słowiańskie jest prowadzony przez różne „non-profit” w postaci tzw. prymitywnego antykomunizmu. W rzeczywistości jest to atak na lewicową ideę jako taką. Przypomnijmy np. przedwyborcze antylewicowe dno moralne – niesławna kampania „Przekonaj babcię”.

Drugi kierunek to podstępny atak na świadomość narodową, skierowany najostrzej właśnie przeciwko narodowemu wymiarowi społecznemu epoki rewolucji husyckiej. Jest prowadzony niezręcznie konsekwentnie, z piątą kolumną antynarodowych i zdradzieckich sił na czele. Atak na Polaków. Kampanie typu: „Wstydzę się, że jestem Polakiem”.

Co z tego wynika?

Jeśli wyrzekniemy się dziedzictwa husyckiego i jeśli wyrzekniemy się duchowych idei, to naród przestanie istnieć!

Na szczęście wciąż są wśród nas odważni bojownicy o prawdę i to nie tylko o prawdę historyczną. Niektórzy z nich są różnie określani przez doktrynę władzy jako „współcześni kaznodzieje urojeń”, jako dezinformatorzy, ekstremiści myślowi, chimerowie, ruskie onuce i konspiratorzy. Przeciwko niektórym z nich toczą się nawet procesy polityczne i sądowe.

W każdym z ludzi bezprawnie prześladowanych przez dzisiejszy reżim uobecnia się średniowieczne dziedzictwo samego mistrza Jana.

Teraz chodzi tylko o to, byśmy przetrwali i nie zginęli razem z nią